Kto się boi Elisabeth Taylor, czyli spektakl o miłości, perle i krawacie

11 lutego w cieszyńskim Teatrze im. A. Mickiewicza odbył się spektakl ''Być jak Elizabeth Taylor''. Przeczytaj recenzję.

Wyborowa obsada nie zawsze jest gwarancją sukcesu artystycznego, lecz w tym przypadku była bardzo trafną decyzją reżysera (Jakub Przebindowski). Małgorzata Foremniak świetnie wcieliła się w rolę neurotycznej ikony amerykańskiego kina. Pokazała postać Elizabeth Taylor, wykorzystując cały wachlarz emocji ilustrujących wybuchowy, często toksyczny związek z Richardem Burtonem, w którego wcielił się Paweł Deląg. Aktor doskonale zagrał mężczyznę próbującego uratować związek i ocalić siebie jako człowieka i twórcę. Słowa uznania należą się również Samborowi Czarnocie i jego kreacji terapeuty oraz psychologa gwiazdorskiej pary Hollywood. Na szczególną uwagę zasługuje producent spektaklu, Martyna Kliszewska, która zaprezentowała się cieszyńskiej publiczności w kilku rewelacyjnych aktorskich odsłonach (prowadząca talk-show, pokojówka, językoznawczyni).

Dowcipne dialogi często podszyte słodko-gorzką refleksją o naturze związków międzyludzkich pozwalały widzom nie tylko na uśmiech, ale też na chwile zadumy. Całość spektaklu dopełniały idealnie dobrana muzyka, kostiumy (Tomasz Ossoliński) i scenografia (Witek Stefaniak).

Po obejrzeniu „Kto się boi Virginii Woolf” dodałem ten utwór do lektur obowiązkowych, po zobaczeniu spektaklu „Być jak Elisabeth Taylor” umieszczam przedstawienie w „Ulubionych”. Warto szukać perły (w różnych kontekstach) i próbować uszyć sobie krawat, który założył na spotkanie „doktorek”.


 

Jacek Porzycki

źródło: OX.PL
dodał: NG

Komentarze

2
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze internautów. Wpisy niezgodne z regulaminem będą usuwane.
Dodając komentarz, akceptujesz postanowienia regulaminu.
Zobacz regulamin
2017-02-13 20:09:52
rainman: Gdybym miał ocenić spektakl "Być jak Elisabeth Taylor" jednym zdaniem to określiłbym go jako sposób na marnowanie aktorskiego talentu. Trudno zaakceptować mi fakt, że przez dwie godziny byłem katowany bardzo miernymi żartami, powtarzającymi się ekscesami głównej bohaterki nie zakończonymi żadną głębszą prawdą. Ze spektaklu rozgarnięty widz nie mógł wydusić niczego - ani śmiechu, ani głębszych przemyśleń.
Toksyczność związku Burtona i Taylor była przedstawiona wyjątkowo powierzchownie. Reżyser raz próbował tym dramatem rozśmieszać a raz naciągnąć widza na głębsze przemyślenia - ale nic z tego nie wychodziło. A przecież nie brakuje ludzi, którzy przeżywają takie rozterki więc temat i na czasie i wart głębszego rozwinięcia. Zamiast tego - w momencie gdy było już blisko żeby dostać coś więcej - otrzymujemy żenujące żarty - które aż prosiły się aby wstać i podziękować.
Czy Foremniak i Deląg dają radę? Dają, ale nie są w stanie nic z tego wycisnąć ponieważ w tej gąbce jest bardzo mało wody. I dlatego osobiście - to czego byłem świadkiem to marnowanie aktorskiego talentu - z minuty na minutę.
W zasadzie jedynym sympatycznym akcentem podczas tego wieczoru (oprócz bycia w tym wspaniałym budynku) było wyjście na scenę kontuzjowanej Martyny Kliszewskiej. Publiczność gorącą ją przywitała i to było bardzo ciepłe dla obu stron.
Z nie do końca zrozumiałych dla mnie powodów cieszyńska publiczność cierpi na jakiś kompleks, który nakazuje katować się tego rodzaju \"sztuką\". A gdzie klasyka w naszym teatrze. Gdzie spektakle po których widzowi kotłują się w umyśle same pytania? Gdzie spektakle, które coś w człowieka wnoszą?
2017-02-14 21:16:21
baskajar: Byłam na sztuce w Bielsku 12 lutego ,zgadzam się z w/n opinią .Dziękuję Małgorzacie Foremniak,że przypomniała przysłowie: \"Nie wtykaj nosa w nie swoje sprawy\"
Musisz się zalogować, aby móc wystawiać komentarze.
Nie masz konta? Zarejestruj się i sprawdź, co możesz zyskać.
To również może Ciebie zainteresować:
kontakt z redakcją