Zaloguj się
Jesteś nowy na OX.PL?
Zaloguj się
Jesteś nowy na OX.PL?
wiadomości

Coś ciekawego dla dorosłych i dla dzieci (83)

Może nie z wielkim przytupem i głośnymi fajerwerkami ale nastąpił nowy 2021 rok. Jaki będzie przekonamy się wkrótce. Jednak na pewno nie zmienią siedziby bibliotek w naszym powiecie, które zapraszają do ich odwiedzania i wypożyczania interesujących nas książek. My staramy się podpowiedzieć Państwu jakieś ciekawe tytuły. Tym razem dwie polskie powieści obyczajowe, polska powieść romantyczna i coś polskiego dla dzieci.

Urszula Jaksik jest autorką współczesnej polskiej powieści obyczajowej „Dom nad brzegiem oceanu”. Poruszająca historia o przełamywaniu własnych granic, miłości i pokonywaniu lęku. Magda i Konrad są małżeństwem. On jest człowiekiem sukcesu, robi karierę, świetnie zarabia, podróżuje i realizuje własne ambicje. Ona z oddaniem zajmuje się domem, żyjąc dla syna i chorej córki. Oboje nie wyobrażają sobie, że może być inaczej. Co musi się wydarzyć, by Konrad zrozumiał, czym jest rodzina, od której ucieka? Czy Magda da sobie prawo do realizacji własnych marzeń? „Dom nad brzegiem oceanu” to doskonale napisana powieść o tym, że czasem życie doprowadza nas do punktu, w którym role muszą nagle się odwrócić.

Michał Piedziewicz jest autorem cyklu powieści „Gdynia. Miasto cudów”, której trzecia część nosi tytuł „Dakota”. Powieść jest kontynuacją „Dżokera” (którego akcja toczy się w Gdyni lat trzydziestych XX wieku) oraz „Domina” (wojenne i powojenne losy miasta i jego mieszkańców). Lata osiemdziesiąte XX wieku. W życie siedemnastoletniej Aśki wbiega o rok starszy gitarzysta. Dziewczyna wkrótce dołącza do jego zespołu, to czas koncertów w gdyńskim Domu Kultury Kolejarz, gonitw z zomowcami, ale także zbliżających się matur i najważniejszych wyborów. Perypetiom Aśki przygląda się Łucja jej pamiętająca czasy powstawania Gdyni babka. Przygląda się również Marek, nieco zgorzkniały, bo ciężko doświadczony młodzieńczą miłością, młodszy brat. Wkrótce Aśka z Łucją pasjonują się telewizyjną debatą WałęsaMiodowicz, a rzeczywistość nabrzmiewa do zmiany. Przychodzi wolność, z nią dobrodziejstwa wolnego rynku, a zamiast muzyki i miłości ważne zaczynają być kariery…

Trzecią książką jest współczesny polski romans obyczajowy Agaty Przybyłek „Ja chyba zwariuję” przy której można się znakomicie zrelaksować. Miłość można znaleźć wszędzie, nawet w szpitalu psychiatrycznym! Nina ma dwójkę dzieci i byłego męża. Tak jak żywioł powietrza, jest silna i niezależna, jednak nie ze wszystkim zawsze daje sobie sama radę. Zresztą kto by dawał, gdy w pracy atakuje cię szalony pacjent, twój były jest wiecznym nastolatkiem, mamusia znajduje ci nowego męża na portalu randkowym, a ty w dodatku potrącasz autem nauczycielkę swojego dziecka? Na szczęście Nina może liczyć na wsparcie rodziny oraz przystojnego kolegi z pracy, psychiatry Jacka. Na nieszczęście obydwoje mają ten sam problem nadopiekuńcze rodzicielki. Podczas gdy mama Niny cieszy się, że córka wreszcie się zakochała, mama Jacka nie jest zachwycona faktem, że syn z kimś się umawia. Tylko jak tu sabotować związek swojej dorosłej pociechy? „Ja chyba zwariuję” to romantyczna i zarazem pełna zwrotów akcji opowieść o codzienności, która daje nam nadzieję na wszystko, co najlepsze.

Dla najmłodszych czytelników wybrałem również polską autorkę. Jest nią Joanna Papuzińska i Jej najnowsza książka z serii „Wojny dorosłych – historie dzieci” – „Zbuntowane słowa”. W PRL-u w paczkach makaronu przemycano zakazane przez władzę książki, drukowane na powielaczu, przekazywane z narażeniem życia kolejnym czytelnikom. Obowiązywała zasada „PRZECZYTAJ – NIE NISZCZ – PRZEPISZ – PODAJ DALEJ”. W ten sposób wiadomości wędrowały z rąk do rąk ludzi, którzy sobie ufali. Tak też zaczyna się opowieść o drugim obiegu i walce o wolność Polski. Historia opowiedziana przez małego chłopca, który słucha opowieści rodziców i dziadków, tłumaczących mu, co się dzieje w ich zniewolonym kraju.

Wszystkim czytelnikom składamy najserdeczniejsze życzenia noworoczne i zachęcamy do korzystania z bibliotek mając nadzieję, że nie zostaną znowu zamknięte.

AK

źródło: ox.pl
dodał: red

Komentarze

18
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze internautów. Wpisy niezgodne z regulaminem będą usuwane.
Dodając komentarz, akceptujesz postanowienia regulaminu.
Zobacz regulamin
2021-01-02 17:47:50
św. Patryk.: na onet.pl świetny tekst, rozmowa z prof. Jackiem Leociakiem - to wnikliwa analiza zjawiska pt. "polski kościół katolicki", nic dodać, nic ująć, polecam
2021-01-02 17:49:51
św. Patryk.: Mateusz Zimmerman: Apostazja na nowy rok – ja już, a pan? === Prof. Jacek Leociak: A ja nie. === A kiedy, jeśli można wiedzieć? Jestem ciekawy, bo napisał pan otwarcie antyklerykalną książkę – a jednak słowo "apostazja" nawet w niej nie pada. === Przyjaciele i znajomi też mnie wypytują: to kiedy? To namawianie na coś w rodzaju coming-outu, widzę, że pan też próbuje. [śmiech] === Dobrze, jeszcze do tego wrócimy. Tymczasem więc zacznijmy od postawy antyklerykalnej, która jest dla tej książki zasadnicza. Jak ją definiować? === Ona się opiera na założeniu, że Kościół jest ziemską instytucją i jako taki ma swoje nieuniknione wady. Urząd, biurokracja, władza zasłaniają to, co powinno być treścią i sensem – czyli przesłanie chrześcijańskie. Znam wielu księży, którzy są w takim sensie antyklerykalni. Myślę, że można to też powiedzieć o papieżu Franciszku. To jest jednak postawa ludzi Kościoła – oni chcą i potrafią na niego spoglądać z dystansu, będąc zarazem jego częścią. Próbują go dyscyplinować, punktują jego wady, wzywają do reformy. A mój antyklerykalizm zasadza się na odmiennym punkcie wyjścia: Kościół jest instytucją niereformowalną. Tam już nie ma żadnego chrześcijańskiego przesłania.
2021-01-02 17:51:05
św. Patryk.: Już – to znaczy od kiedy? === Od momentu, w którym Kościół dokonał – posłużę się sformułowaniem wziętym z rynków finansowych – wrogiego przejęcia chrześcijaństwa. Fantastycznie to opisuje Tomasz Polak w książce "System kościelny, czyli przewagi pana K.". Spróbuję w skrócie: mamy I wiek naszej ery, jesteśmy w Palestynie – wówczas tyglu ruchów religijnych. Lider jednego z takich ruchów zostaje uznany za zagrożenie dla establishmentu. Zostaje uwięziony, osądzony i stracony – przez ukrzyżowanie, co jest karą w tamtym czasie i miejscu dość typową. Wraz z jego śmiercią świat wali się jego uczniom na głowy. I tu zachodzi ciekawa rzecz: oni tworzą opowieść o Jezusie – wyjaśnienie Polaka jest nieco psychoanalityczne – próbując nadać sens wszystkiemu, w co uwierzyli i co robili. Mówię o Kazaniu na górze, przesłaniu miłosierdzia, przykazaniu miłości itd. Impuls Jezusa zaczyna działać, jego zasięg się rozszerza. A potem to wszystko zostaje przejęte.
2021-01-02 17:51:41
św. Patryk.: W epoce Konstantyna? === Wtedy zaczyna się epoka systemu kościelnego. Ludzie sprawujący władzę i walczący o władzę wznoszą gmach, którego fundament jest ateistyczny. Ten system "zadusza duszę" chrześcijaństwa, odziera je ze wszystkiego, co niematerialne, autentyczne, międzyludzkie. Zamiast tego powstają dekanaty, kurie, cała ta hierarchia i struktura administracyjna, dziś rozrośnięta do monstrualnych rozmiarów. Królestwo Jezusa miało "nie być z tego świata" – a ta instytucja jest jak najbardziej tutejsza. Teologowie często czynią takie rozróżnienie: kościół jako instytucja i jako "Mistyczne Ciało Chrystusa". Ale "Mistyczne Ciało Chrystusa" nie potrzebuje przywilejów fiskalnych.
2021-01-02 17:52:11
św. Patryk.: cała rozmowa: onet.pl/kultura/onetkultura/profesor-jacek-leociak-wieczne-strapienie-wywiad/g0mmj2x,681c1dfa
2021-01-02 18:51:21
donekT: Do tego IGNORANTA powyżej, przerost pospolitej IDEOLOGII nad odniesieniem do źródeł! Chociażby teoria Krytyczna zakłada, iż każda rzeczywistość ze swej natury jest wadliwa, także kościelna, zatem nic odkrywczego. Na temat wyolbrzymiania dokonań Konstantyna i błędnego ich utożsamiania z okresem Teodozjusza wypowiadałem się już nie raz. W IV wieku dopiero kształtowało się papiestwo (Damazy I), natomiast Kościół funkcjonował w formie tak zwanej pentarchii. Biskupstwa towarzyszyły chrześcijaństwu już od samego początku i trudno twierdzić, że kościelna administracja powstała dopiero w czasach Konstantyna. W IV wieku obserwujemy inny proces, władza biskupów zaczyna dublować administrację cywilną i zdarza się, że Kościół zastępuje państwo np. Leon I z późniejszej epoki. To dopiero wówczas kształtowana jest ortodoksja i w ramach samego chrześcijaństwa funkcjonuje wiele nurtów (np. arianie, donatyści, marcjonici, czy błędnie utożsamiani z chrześcijanami manichejczycy etc.). Oparcie państwa na chrześcijaństwie już wówczas spotkało się z odpowiednią reakcją. Począwszy od Pachomiusza, Antoniego Wielkiego, czy Bazylego Wielkiego powstają grupy anachoretów i cenobitów tworzące podwaliny ruchu monastycznego, w swym założeniu mającego realizować chrześcijański ideał. To prawda, że od Konstantyna częściej wśród biskupów pojawiają się osoby żądne władzy, jednak pominięcie monastycyzmu stanowi jawne zafałszowanie.
2021-01-02 18:55:04
koszor: Tak, Patryku. Dla ciebie i wielu tobie podobnym, świat kończy się na czubku własnego nosa. Nie możesz więc zobaczyć w Jezusie Chrytusa-Zbawiciela, tylko przywódcę jakiegoś ruchu religijnego. Siedzisz całymi dniami przed monitorem, obszczekujesz złośliwymi komentarzami przeróżne artykuły. Wdajesz się często w pyskówki, jak mały człowiek z dużym ego, który przez dokopanie komuś czuje przyjemność. Współczuję tym, którzy muszą cię znosić jako rodzica czy męża albo sąsiada.
2021-01-02 18:57:12
donekT: ... Ukrzyżowanie nie stanowiło typowej formy egzekucji, przynajmniej jeżeli chodzi o Rzym, było zarezerwowane co do zasady dla buntowników...
2021-01-02 19:03:40
św. Patryk.: to teraz z dedykacją dla koszorka, ofiary chronicznej religiozy: Odsłonił pan w "Wiecznym strapieniu" trochę ze swojej prywatnej relacji z Kościołem. Zauważyłem, że mniej więcej pół pańskiego dotychczasowego życia to życie z nim w PRL, a pół – w III RP. Dwa światy? === Dla mnie w pewnym sensie tak. O katolickiej inicjacji – chrzest, pierwsza komunia itd. – nie decydowałem. Jesteśmy, a przynajmniej byliśmy, wrzucani w ten porządek. Oddychamy nim jak powietrzem – pan oddycha, ja oddycham… Nie ma w tej tradycji tego, na co zwracają uwagę ruchy protestanckie czy świadkowie Jehowy: świadomego wyboru. Ja też sobie nie wyobrażałem, że mogę nie iść w niedzielę do kościoła z rodzicami. Na religię chodziłem na szczęście do kościoła św. Augustyna na Nowolipkach i wspominam to bardzo dobrze, nie pamiętam też, aby ktoś mnie do tego zmuszał. Byłem w połowie studiów, kiedy wybrano papieża-Polaka. Cieszyłem się, ale to była emocja mniej religijna, a bardziej chyba polityczna, wolnościowa, trochę na zasadzie: aleśmy pokazali komuchom, naprawdę nie wiedzą, co z tym zrobić, dobrze im tak. Długo potem myślałem o polskim Kościele jako sojuszniku tej emocji, tym bardziej, że niedługo zaczął odgrywać istotną rolę we wspieraniu opozycji demokratycznej. Ale to był Kościół otwarty, ludzie opozycji mieli do niego blisko. Byłem związany z Uniwersytetem Latającym i Towarzystwem Kursów Naukowych, chodziłem na rekolekcje ks. Tischnera, na które ludzie nie mogli się dopchać, czy na seminarium Bohdana Cywińskiego o historii Kościoła – narażając się, bo przecież tajne wykłady TKN bywały rozbijane. To był jeszcze czas, w którym miałem poczucie, że Kościół współgra z obudzonymi aspiracjami wolnościowymi Polaków, przynajmniej: pewnej grupy.
2021-01-02 19:06:09
św. Patryk.: I potem coś zaczęło pękać? === Opowiem panu o dwóch wydarzeniach. Najpierw to bardziej osobiste. Chciałem wziąć ślub kościelny, nie miałem co do tego wątpliwości. Musieliśmy więc chodzić z narzeczoną na nauki przedmałżeńskie, choć odczuwałem groteskowość tego doświadczenia. Na koniec szliśmy do spowiedzi i to już traktowałem poważnie, to psychologicznie jest po prostu trudny moment. Pamiętam mnóstwo ludzi w kolejce, bo ślub mieliśmy brać w drugi dzień świąt. Próbuję zacząć spowiedź i nagle słyszę pukanie. Pamięta pan, co to oznacza? Koniec spowiedzi. A ja w ogóle nie zdążyłem zacząć! Usłyszałem tylko przybijanie pieczątki na tej karteczce, którą trzeba było potem pokazać księdzu udzielającemu ślubu. Odszedłem od konfesjonału i obiecałem sobie, że to ostatnia spowiedź w moim życiu. Że nigdy więcej nie wezmę udziału w takiej farsie. Drugi moment był bardziej "obywatelski". W 1993 r. przyjechał do Polski Jan Paweł II. Nie było już mowy o żadnym "zstępowaniu ducha" i "odnowieniu oblicza tej ziemi" – mówię o legendarnej mszy na placu Zwycięstwa 14 lat wcześniej, na której byłem i pamiętam tamten entuzjazm. Tym razem przyjechał raczej papież-inkwizytor, który zaczął dyscyplinować Polaków, ustawiać im życie. Zresztą jakoś się to zgadzało z tym, co Kościół robił od 1989 r. Wykorzystał kapitał zgromadzony w PRL – obrońcy wolności, jedynej instytucji niezależnej od władz – do gromadzenia przywilejów. Nie od dzisiaj powtarzam, że najskuteczniejszym bodźcem do wyjścia z Kościoła jest poznanie jego historii. Przeszedłem taką drogę, myślę, że dość uważnie. Nieraz się zastanawiałem: po co ta instytucja? Kuria Rzymska, rady, komisje, kongregacje do spraw – czy to wszystko jest potrzebne, żeby człowiek wiedział, że drugi człowiek jest mu bratem i że powinien kochać bliźniego jak siebie samego?
2021-01-02 19:07:07
donekT: Co do polecanej lektury, ze względu na poruszoną powyżej tematykę IV wieku mogę polecić Euzebiusza z Cezarei, do wyboru "Historię kościelną", "Żywot Konstantyna", albo Acta Synodalia; T. I, czy "Dokumenty Soborów Powszechnych; T. I", miejmy nadzieję, że autorytety krzy-sio+ś.wir_us Patryk v3 zapoznały się...
2021-01-02 19:08:49
św. Patryk.: Pytałem też o niechlubne dziedzictwo polskiego Kościoła, które powraca w XXI w. – weźmy stosunek do "obcego". === Sporo słyszymy o tym, jak wiele zmienił w tej kwestii Sobór watykański II. Ja tego wydarzenia nie przeceniam – dokumenty soborowe to jedno, a rzeczywistość to drugie. Deklaracja Nostra aetate to wspaniała rzecz, rewiduje ona stosunek Kościoła do religii niechrześcijańskich, czyli m.in. odrzuca pogardę wobec Żydów. Ale mało brakowało, aby deklaracja spadła z porządku obrad. Pozostaje jeszcze historyczno-polityczna praktyka. W Polsce znaczne obszary Kościoła niezależnie od deklaracji soborowych były i pozostały endeckie, obojętnie co by mówiło kilku światlejszych biskupów. Paradoks polega na tym, że w pojęciu "katolicki" mieści się powszechność – a więc katolikami jesteśmy niezależnie od przynależności narodowej. A polski Kościół taki nie jest. Był pan może w Toruniu, w Kościele Maryi Gwiazdy Nowej Ewangelizacji? Tym, który wygląda trochę jak statek kosmiczny? Ja pojechałem, robię sobie takie wyprawy badawcze. Już pomińmy koszmarną architekturę - ja tam poczułem ciarki na plecach, bo zobaczyłem na własne oczy, co znaczy redukcja chrześcijaństwa do narodowo-katolickiej treści. W tej bazylice jest wszystko: freski, mozaiki, witraż z kardynałem Dziwiszem i ojcem Rydzykiem, wielkie postaci od Mieszka I po rotmistrza Pileckiego, wszystko na zasadzie: "polskie wydało go plemię". Bóg Ojciec i Syn Boży są tam sprowadzeni w tej narodowej szopce do roli figurek. Nie mówię, że to jest najliczniejszy nurt w polskim Kościele, ale jest on bardzo wpływowy. Ojciec Zięba, z którym niedawno rozmawiałem na łamach "Newsweeka", twierdził, że Radia Maryja słucha drobny odsetek słuchaczy. Być może, ale za to słucha go cały Episkopat! To ojciec Rydzyk jest autentycznym prymasem Polski, bo to do niego pielgrzymują najważniejsi politycy i urzędnicy. A do tego jest Jasna Góra. Czyli pielgrzymki narodowców. Dramat polega na tym, że Jasna Góra – jeśli traktować poważnie słowa Jana Pawła II – to jest duchowa stolica Polski, "miejsce, w którym zawsze byliśmy wolni". I tam się od lat pojawiają dziarscy chłopcy ze sztandarami i pochodniami, co jest jakąś koszmarną powtórką z lat 30. Uczestniczą w mszy, przyjmują Komunię – pamiętajmy, że dla katolika to jest prawdziwe Ciało Chrystusa! Paulini są zachwyceni, bo sądzą, że to są ich nowi wierni. To jakaś bzdura, przecież ci chłopcy nie przyjeżdżają tam po to, żeby wymodlić sobie dostęp do Królestwa Bożego. I jeszcze porównuje się ich Szarych Szeregów... To już nie jest margines, obchodzenie urodzin Hitlera gdzieś po lasach – tylko faszyzm, który się rozgościł w świetle jupiterów. Ci nieszczęśni paulini stukają w Bergmanowskie "jajo węża". Narodowo-katolicki sojusz miał przed wojną antysemicki rys – co się z tym stało dzisiaj? Oficjalnie po Soborze na język antysemicki nie ma w Kościele miejsca. Co najwyżej na tzw. judeosceptycyzm, jak to kiedyś określił zdaje się Artur Zawisza. Natomiast "obcy", który jest zagrożeniem dla wspólnoty i z którym trzeba walczyć, powraca – zamiast Żydów występuje dziś w tej roli choćby społeczność LGBT+. Osłuchaliśmy się z "tęczową zarazą" i całym tym językiem, używanym choćby przez arcybiskupa Jędraszewskiego – a to nie jest przypadek czy wyjątek, tylko dowód pewnej ciągłości. To o Żydach w III Rzeszy mówiono, że roznoszą zarazki, kojarzono ich z tyfusem. Stygmatyzowanie ludzi przy użyciu metafor sanitarno-epidemiologicznych to jest echo języka nazistowskiego – i używam tej analogii z pełną powagą. REKLAMA Pochyla się pan nad bełkotliwym, wypranym ze znaczeń językiem polskich hierarchów. Po co właściwie? Koń, jaki jest, każdy widzi. Do biskupów tego przecież nie adresuję, dla nich zresztą nie ma nadziei. Zwracam się raczej do normalnych ludzi, którzy ich słuchają. Nauczyliśmy się traktować te wypowiedzi jak coś normalnego, szum dochodzący z brudnego rynsztoka, przyzwyczailiśmy się do nich. A to nie jest neutralne – ta kościelna nowomowa jest trująca. Wczytywałem się w te homilie z poczuciem, że mało kto rzeczywiście zadaje sobie pytania: o czym to w ogóle jest? Wyśmiewam je, to prawda, ale to raczej wierni powinni się zastanowić, po co tego bez refleksji słuchają i do czego im to potrzebne. Wyczuwam w tej książce dużą życzliwość wobec przedstawicieli tzw. Kościoła otwartego. Ale zastanawiam się, czy to nie jest trochę przypadek Puchatka, który im bardziej zagląda do dziury, tym bardziej Prosiaczka tam nie ma. Przecież to jest środowisko, które na polskich biskupów wpływ ma żaden. To prawda, mało tego: uważam, że wiara katolików otwartych w zdolność Kościoła do reformy i ewentualne pomysły na tę reformę to ich sprawa. We mnie tej wiary nie ma, jestem zresztą poza Kościołem - ale nie przeszkadza mi to przyjaźnić się z wieloma spośród nich. Pozwolili mi zrozumieć kilka rzeczy. Na przykład? To, że Kościół z punktu widzenia człowieka wierzącego to jest szafarz sakramentów. Tam się realizuje tajemnica wiary. Nie wierzę w to, ale to respektuję. Dla takiego człowieka ewentualne odejście od Kościoła to olbrzymie wyzwanie, większe niż dla mnie czy dla pana. Podoba mi się jeszcze coś. Ci ludzie dostrzegają, że to jest czas dramatycznego kryzysu Kościoła, katastrofy, jakiej nie było od czasów Lutra. Mówią o "nocy ciemnej" Kościoła – to jest pojęcie zapożyczone od św. Jana od Krzyża, jednego z mistyków hiszpańskich. "Noc ciemna" – czyli co właściwie? Nic – i o to właśnie chodzi. Zgasło światło, za nimi jest rozkładające się truchło Kościoła, jaki znali, a przed nimi – ciemność. I oni – jak mówią – są gotowi zaryzykować, wejść w tę ciemność pomimo strachu, bez żadnego planu. Rozumieją, że Kościoła nie ożywi już odsunięcie biskupa czy wymiana kardynała ani klepanie zastanych formułek przez jego urzędników. Myślę, że jeśli ktoś jest gotowy wyruszyć w taką drogę na poszukiwanie Boga, to jest w tym duchowa odwaga. No i w tej odwadze jest coś, co mnie porywa. Książkę skończył pan pisać…? …parę miesięcy temu. Rzeczywistość dopisała przynajmniej kilka akapitów. Mówię o Strajku Kobiet. Powiedziałbym nawet, że mamy do czynienia z rewolucją kobiet. I ona przemodeluje również stosunki społeczeństwo-kościół. W trzecim dniu tych protestów byłem na Miodowej w Warszawie. Parę tysięcy ludzi przez kilkadziesiąt minut skandowało pod siedzibą kurii: "wypie**alać". Wstrząs. Nie przypuszczałem, że czegoś takiego dożyję. Dwa lata temu byłem na "Klątwie", jest w tym przedstawieniu scena, w której aktorka w stroju roboczym ścina piłą mechaniczną wielki drewniany krzyż stojący na scenie. Krzyż upada, hałas jest potworny – a efekt wstrząsający. Chyba trochę rozumiem, o jakim doświadczeniu pan mówi. Było już wieszanie dziecięcych bucików na drzwiach kurii, była "Tęczowa Matka Boska" – ale to były drobnostki w porównaniu z dzisiejszym poziomem antyklerykalnych emocji. Kulturowa granica pękła, czego dowodem jest to, że protesty miały miejsce także w kościołach. Spadek zaufania do Kościoła, jak widać z ostatnich badań, jest bezprecedensowy. Nie ma powrotu do tego, co było – Kościół będzie się musiał w nowej sytuacji jakoś odnaleźć. Ale jako antyklerykał jestem pesymistą. Dlaczego? Teraz mamy moment uniesienia, antyklerykalnej erupcji. "Nie chcemy was, odpie**olcie się" – ten przekaz i ten język bardzo mocno wybrzmiewają, o czym świadczy choćby fala apostazji. Ale stoimy przed pytaniem, czy ta fala przypadkiem szybko nie opadnie, czyli: jak to się przełoży na trwałą społeczną praktykę. Polski Kościół ciągle jest w bardzo dobrej pozycji. Jak to? Przynajmniej póki rządzi w Polsce. Kościół ma przywileje i ma miliony. Oczywiście chciałbym, by te przywileje utracił, ale nie mam złudzeń, że doświadczymy tu drugiej Irlandii. Marginalizację Kościoła trudno mi sobie wyobrazić także jako historykowi literatury. Jego zrośnięcie z polską kulturą jest w istocie bardzo silne. ZOBACZ TAKŻE: Michał "Dimon" Jastrzębski: w zespole nikt nie robił z tego problemu, w środowisku udawałem kogoś innego [WYWIAD] Nie powinniśmy też lekceważyć siły bezwładu polskiego katolicyzmu. On zawsze był bardziej horyzontalny niż wertykalny. Kardynał Wyszyński świadomie budował i wspierał tego rodzaju religijność: płaską, ludową, intelektualnie niepogłębioną – to miała być zapora przeciw komunizmowi. To m.in. dlatego polski Kościół z taką nieufnością podchodził do reform posoborowych. Jest też siła rytuału. Nadal chrzcimy dzieci, bo "co powie rodzina", nadal posyłamy je do komunii – bo prezenty i przyjęcie. Nadal bierzemy ślub kościelny, żeby nie urazić babci. Albo koniunkturalnie, jak Donald Tusk przed wyborami. Polski Kościół stoi takim koniunkturalizmem i jeszcze postoi. To co będzie? Powolne gnicie. Biskupi będą sobie dobrze żyć – w sensie materialnym – i nie będą mieć żadnego impulsu, by Kościół zmieniać. Tzw. otwarci katolicy, choć życzę im jak najlepiej, nie odegrają żadnej roli. Hierarchowie będą się dalej oddalać od rzeczywistości, co oznacza, że będziemy słyszeć od nich jeszcze więcej idiotycznych wypowiedzi. Takich jak ta "skrzywdzonego" kardynała Dziwisza, w której łaskawie przebaczył Polsce. Albo ta abp. Jędraszewskiego, w której doszukiwał się demonów w Strajku Kobiet. A większość wiernych, obawiam się, będzie w tym wszystkim tkwić – właśnie siłą inercji. Pamięta pan, jak Jarosław Kaczyński mówił, że poza Kościołem jest tylko nihilizm? A kto podnosi rękę na Kościół, podnosi rękę na Polskę? Pewnie że pamiętam. Bo to oczywiście bzdura, ale wiem, do jakich lęków ona jest adresowana. Ludzie się boją pustki, szukają oparcia w tym chwiejnym świecie – a to, co znają, jest dużo wygodniejsze niż to, co pan im ma do zaproponowania "zamiast". W tej pozornie bezpiecznej wizji, którą nam Kościół oferuje, Bóg się nami opiekuje, a w każdym zagrożeniu i cierpieniu jest ukryty jakiś sens. Jednocześnie musimy tkwić w instytucji, która wymusza na nas przynależność poprzez strach przed potępieniem. Tak, trzeba mieć siłę, by się temu przeciwstawić – świat jest nieprzenikniony, a wolność to straszne brzemię. Nie bez powodu dużo ludzi od niej ucieka. Ale ja z Kościoła naprawdę nikogo nie wyrzucam. Mówię tylko do każdego dobrego, porządnego człowieka, który dalej czuje się jego częścią: poczytaj Ewangelię, jest bardzo łatwo dostępna. Posłuchaj, co mówią twoi pasterze i sprawdź, czy to ma z Ewangelią coś wspólnego. Słuchasz księdza? To zastanów się, czy on naśladuje Jezusa, czy raczej jest urzędnikiem ziemskiej instytucji. Nie trzeba się zapisywać do żadnej partii Pana Boga, żeby znaleźć sens i oparcie. Wystarczy dostrzegać drugiego człowieka, być z bliźnim, mieć przyjaciół, budować lokalne więzi, zachować zaufanie i krytyczny rozum. W tym wszystkim można znaleźć sens, na tym można budować oparcie. Kadzidła, szaty tkane złotą nitką i "złoty a skromny" pastorał są do tego niepotrzebne. Wróćmy na koniec do apostazji. To kiedy? Prawdopodobnie nigdy. To teraz mnie pan zaskoczył. Rozumiem ludzi, którzy podejmują decyzję o apostazji. Popieram ich i mam dla nich wielki szacunek. Natomiast dla mnie to kompletnie nieważne. Wielokrotnie publicznie mówiłem, że jestem poza Kościołem – to mi wystarczy. Nie potrzebuję dokumentu, który potwierdzałby z zewnątrz coś, co jest dla mnie wewnętrznie oczywiste. Nie muszę też własnej duchowej decyzji wplątywać w biurokratyczną mitręgę, w całe to gromadzenie papierów, przychodzenie do kancelarii parafialnej jako petent, zastanawianie się, czy ksiądz będzie mnie strofował czy milczał. Pan, ja, ten ksiądz i ten długopis, którym ksiądz podpisuje te papierki – to wszystko jest złożone z maleńkich cząsteczek, które powstały w czasie Wielkiego Wybuchu. Wszyscy jesteśmy "stamtąd", z tej tajemnicy. Jeśli łączy mnie jakaś więź z całym stworzeniem – to ona tkwi w tej zagadce, nie w kościelnych papierkach. Ale przecież zostaje pan "martwą duszą" – Kościół nadal będzie pana wykazywać w statystykach. Przyjaciele i znajomi też mi to mówią. I ja im wtedy na to: a niech wykazuje. Kościół ma na sumieniu mnóstwo znacznie większych zbrodni. Czym jest przy tym fałszowanie statystyk?
2021-01-02 19:23:08
donekT: "Kościół, lewica, dialog" A. Michnik, który zdaje się, a przynajmniej odnoszę takie wrażenie, że być może chciałby uchodzić za kogoś w rodzaju papieża w swoim kościele...
2021-01-02 19:24:23
donekT: "Kościół, lewica, dialog" A. Michnik, który zdaje się, a przynajmniej odnoszę takie wrażenie, że być może chciałby uchodzić za kogoś w rodzaju papieża w swoim kościele...
2021-01-02 22:18:23
jasper: doneczku vel broneczku, jesli uwazasz , ze plawiacy sie w bogactwie KK i jego pazerni piewcy z ambon, z odrazajacymi upodobaniami seksualnymi, stanowia jakikolwiek autorytet moralny, to gratuluje poczucia wartosci czlowieczenstwa. No chyba, ze masz na mysli biblijnego krola zydowskiego, ale musze cie zmartwic, bo poza jego wizerunkami, w KK go nie znajdziesz !
2021-01-03 09:00:09
pastor.: Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie.
2021-01-03 09:04:00
pastor.: Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich.
2021-01-03 09:05:00
pastor.: Jakie upodobania miał M. Foucaulta?
Musisz się zalogować, aby móc wystawiać komentarze.
Nie masz konta? Zarejestruj się i sprawdź, co możesz zyskać.
To również może Ciebie zainteresować:
Ostatnio dodane artykuły: