Zaolzie. Prelekcja w „Dziupli” o malarskim fenomenie rodu
Punktem wyjścia prelekcji „Koń jaki jest, każdy widzi. O genezie fenomenu malarstwa Kossaków” była 200. rocznica urodzin Juliusza Kossaka, pierwszego malarza w rodzinie i dziadka Zofii Kossak-Szatkowskiej.
Prelegentka podkreśliła, że choć muzeum w Górkach Wielkich poświęcone jest pisarce, nie sposób mówić o Zofii Kossak bez przywołania artystycznego rodu, z którego się wywodziła. To właśnie Juliusz Kossak jako pierwszy nadał nazwisku rangę rozpoznawalnej marki. Malował konie, sceny historyczne i batalistyczne, a jego sposób przedstawiania tych tematów kontynuowali później syn Wojciech i wnuk Jerzy.
Diana Pieczonka-Giec przypomniała, że w rodzinie Kossaków talent ujawniał się w różnych dziedzinach. Obok malarzy: Juliusza, Wojciecha, Jerzego i Karola wymieniła również piszące Kossakówny: Zofię Kossak-Szatkowską, Marię Pawlikowską-Jasnorzewską i Magdalenę Samozwaniec. Wspomniała także Simonę Kossak, córkę Jerzego, znaną z działalności naukowej i książek o przyrodzie.
W centrum opowieści znalazł się jednak Juliusz Kossak. Nie był akademicko wykształconym artystą. Miał zdobyć solidny zawód, rozpoczął studia prawnicze, ale samodzielnie ćwiczył rysunek. Jego droga artystyczna zaczęła się w środowisku dworów ziemiańskich, gdzie konie miały szczególne znaczenie.
Prelegentka wyjaśniała, że w czasach, gdy fotografia dopiero się rozwijała, właściciele stadnin chętnie zamawiali portrety swoich ulubionych koni. Juliusz Kossak potrafił uchwycić zwierzę w ruchu, oddać jego budowę i charakter. Z czasem zaczął tworzyć nie tylko pojedyncze portrety koni, lecz także sceny polowań i przedstawienia zbiorowe, w których rozpoznawalni byli uczestnicy wydarzeń.
To właśnie konie otworzyły mu drogę do środowiska ziemiańskiego, a zarazem pozwoliły zarabiać na tym, co umiał i lubił robić. Jak mówiła prelegentka, Kossak bardzo dobrze wyczuł, na czym można oprzeć swoją twórczość i co znajdzie nabywców.
Podczas wykładu Diana Pieczonka-Giec zwróciła uwagę na różnicę między Juliuszem a jego następcami. Dziś, gdy mowa o obrazach Kossaków, wiele osób myśli przede wszystkim o pracach Wojciecha, ponieważ jego obrazy olejne lepiej nadają się do reprodukcji i są bardziej efektowne kolorystycznie. Juliusz najchętniej posługiwał się akwarelą.
Prelegentka podkreślała, że akwarela wymagała ogromnej sprawności. Nie dawała takich możliwości poprawek jak malarstwo olejne. Juliusz Kossak miał tworzyć z dużą swobodą, jakby gotową kompozycję nosił już w głowie. Jego prace były często niewielkie, subtelniejsze, mniej widowiskowe w reprodukcjach, ale świadczyły o bardzo wysokim kunszcie.
Prelegentka omówiła także wątek rodzinny. Opowiedziała o małżeństwie Juliusza z Zofią Gałczyńską, pobycie Kossaków w Paryżu, narodzinach bliźniaków Wojciecha i Tadeusza oraz późniejszym przeniesieniu rodziny do Krakowa. To tam Kossakowie kupili dworek znany później jako Kossakówka.
Diana Pieczonka-Giec przypomniała, że Kossakówka przez dziesięciolecia była jednym z ważnych miejsc życia artystycznego i towarzyskiego Krakowa. W pracowni malował Juliusz, później Wojciech, a następnie Jerzy.
Jednym z wątków spotkania była również współczesna popularność nazwiska Kossak. Diana Pieczonka-Giec mówiła, że do muzeum w Górkach Wielkich zgłaszają się osoby przekonane, że posiadają cenny obraz Kossaka. Sam podpis nie zawsze jednak oznacza dzieło wysokiej klasy.
Prelegentka zaznaczyła, że szczególnie w przypadku późniejszych prac Wojciecha i Jerzego trzeba zachować ostrożność. Wspomniała o tak zwanej „fabryczce kossakowskiej”, czyli praktyce, w której część obrazów powstawała przy udziale pomocników, a mistrz jedynie je kończył i podpisywał. Inaczej mówiła o Juliuszu, który malował samodzielnie od początku do końca.
Spotkanie, które odbyło się 7 maja w klubie „Dziupla” pokazało więc Kossaków nie tylko jako rodzinę znaną z podręcznikowych reprodukcji, ale jako ród, którego legenda wyrosła z konkretnego talentu, tematu i wyczucia epoki. U źródeł tego fenomenu stał Juliusz Kossak — samouk, mistrz akwareli i malarz koni, dzięki któremu nazwisko Kossak zaczęło znaczyć w polskiej sztuce znacznie więcej niż tylko rodzinne nazwisko.
Komentarze
Dodając komentarz, akceptujesz postanowienia regulaminu.
Nie masz konta? Zarejestruj się i sprawdź, co możesz zyskać.
33