Protest pracowników transgranicznych
„Chcemy do pracy!” - krzyczeli spacerowicze. - Jak słyszę w polskim radio o tarczy antykryzysowej i ile to pieniędzy rząd przeznacza na walkę z kryzysem to szlag mnie trafia! Ja mógłbym pracować, godnie zarabiać i wydawać zarobione pieniądze w kraju ratując jego gospodarkę. Takich jak ja są tysiące. Wystarczyłoby pozwolić nam pójść do pracy!” - denerwował się pracownik trzynieckiej huty. - Mąż został po czeskiej stronie. Ja i dzieci nie widziałyśmy go od miesiąca – mówiła młoda mama z jedną pociechą w wózku, drugą - kilkuletnią trzymającą się kurczowo maminej spódnicy. - I tak masz nieźle. Ja jestem z dzieckiem sama, musiałam więc zostać po tej stronie i do pracy nie chodzę. Jak dostanę wypowiedzenie to wylądujemy z małym na ulicy, nie mam odłożonych oszczędności by opłacić czynsz i życie nie pracując. A jeść też coś musimy – stwierdziła jej koleżanka. Obie spoglądały na Most Wolności – do niedawna dwukrotnie w ciągu dnia przemierzany przez drugą z rozmówczyń. Most Wolności, który stał się obecnie symbolem zniewolenia.
Na proteście pojawili się również cieszyńscy samorządowcy. Im również leży na sercu problem. Widzą tysiące ludzkich tragedii. Widzą też upadający system społeczno-ekonomiczny miasta. Kryzys dotyka wszystkich. Ale miasta i regiony takie jak nasze – przygraniczne – po wielokroć. Przez lata funkcjonowania Europy bez granic regiony przygraniczne zrosły się w jeden, spójnie funkcjonujący organizm gospodarcza. Organizm, który w ciągu dwóch dni został przecięty szczelną granicą. - W samym powiecie cieszyńskim jest około 13 - 14 tysięcy osób pracujących po czeskiej stronie. Plus ich rodziny również dotknięte problemem. Na całej granicy polsko-czeskiej problem dotyczy około 30 tysięcy pracowników – mówi Burmistrz Cieszyna Gabriela Staszkiewicz.
(indi)

Komentarze
Dodając komentarz, akceptujesz postanowienia regulaminu.




























Nie masz konta? Zarejestruj się i sprawdź, co możesz zyskać.
