Znamy gazdów skoczowskich dożynek
Rodzina Krzywoniów będzie podczas tegorocznego święta plonów symbolicznie reprezentować rolników z gminy Skoczów. Ich gospodarstwo w Kowalach nie powstało z dnia na dzień. To miejsce, które od lat przechodzi z rąk do rąk, razem z obowiązkami, doświadczeniem i przywiązaniem do ziemi.
– To gospodarstwo trwało już za pradziadków, dziadków i rodziców. Przechodzi z pokolenia na pokolenie - mówi gospodarz.
Dziś gospodarstwo obejmuje 26 hektarów. Około 10 hektarów zajmują zboża, a pozostałą część stanowią użytki zielone przeznaczone na wyżywienie stada. W oborze jest około 30-35 sztuk bydła. Gospodarstwo nastawione jest głównie na produkcję bydła opasowego oraz uprawę zbóż. Są też dwie krowy – Lala i Klara.
Codzienne obowiązki są jasno podzielone. Gospodarz zajmuje się m.in. maszynami i sprzętem, wykorzystując swoje mechaniczne wykształcenie.
– Lubię pracować przy ciągnikach i maszynach. Trzeba o sprzęt dbać, żeby później nie stanąć w polu - przyznaje.
Gospodyni najchętniej pracuje w ogrodzie, ale zajmuje się również dokumentami i fakturami. Jak podkreśla, współczesne gospodarstwo to już nie tylko praca w polu i przy zwierzętach, ale także prowadzenie prawdziwego przedsiębiorstwa.
Dzieci też zaglądają do zwierząt
Dom państwa Krzywoniów tworzą również dzieci: jedenastoletnia Zosia i dziesięcioletni Michał. Rodzice mówią, że oboje chętnie zaglądają do zwierząt, choć każde robi to po swojemu.
– Zosia jest bardzo chętna do pomocy. Jak się ją o coś poprosi, to zrobi bez marudzenia. Michał jeszcze bardziej woli bawić się z kotami i królikami, ale jak trzeba, to też pomoże - opowiada gospodyni.
Czy dzieci przejmą kiedyś rodzinne gospodarstwo? Rodzice nie chcą niczego przesądzać. Podkreślają, że czas pokaże, jaką drogę wybiorą Zosia i Michał.
„To chyba jedyna taka okazja w życiu”
Propozycja objęcia roli gazdów dożynek pojawiła się już wcześniej. Wtedy rodzina poprosiła o czas.
– Kiedyś już padło takie pytanie, ale wtedy sołtysowi Kowali Panu Fryderykowi Białoniowi powiedzieliśmy: „Proszę przyjść za dziesięć lat". No i po niecałych dziesięciu latach dostaliśmy kolejną propozycję, tym razem od sołtys Pani Ewy Hutty - wspomina z uśmiechem gospodarz.
Tym razem decyzja zapadła szybko.
– Żona się zgodziła, to ja też. To chyba jedyna taka okazja w życiu. Warto spróbować - przyznaje.
Krzywoniowie nie ukrywają, że przed dożynkami czują stres, ale przede wszystkim traktują tę rolę jako zaszczyt i ciekawą przygodę. Podkreślają też, że cieszy ich podtrzymywanie dożynkowej tradycji.
Rolnictwo nie zna urlopów
Zapytani o marzenia, nie mówią o nowych maszynach ani wielkich planach inwestycyjnych. Najbardziej brakuje im czegoś, co dla wielu osób jest oczywistością – wspólnego wyjazdu.
– Czego możemy sobie życzyć? Przede wszystkim zdrowia i siły do pracy. A może kiedyś uda się też pojechać na wspólne wakacje - mówią z uśmiechem.
Przy zwierzętach nie da się po prostu zamknąć drzwi i wyjechać. Ktoś zawsze musi zostać na miejscu.
– Urlopów właściwie nie ma. Zawsze ktoś musi zostać. Zwierzęta trzeba nakarmić rano i wieczorem. Tak jest przez cały rok - mówi gospodarz.
Podczas 17. Ekumenicznych Dożynek Gminnych w Skoczowie to właśnie rodzina Krzywoniów z Kowali będzie przypominać, że za chlebem, mlekiem, mięsem i plonami stoją konkretni ludzie. Tacy, którzy pracują niezależnie od pogody, kalendarza i zmęczenia.
NG/mat.pras.
Komentarze
Dodając komentarz, akceptujesz postanowienia regulaminu.
Nie masz konta? Zarejestruj się i sprawdź, co możesz zyskać.
33