Zaloguj się
Jesteś nowy na OX.PL?
Zaloguj się
Jesteś nowy na OX.PL?
wiadomości

Spotkanie autorskie Jonasza Milewskiego w Bibliotece Miejskiej w Cieszynie

W poniedziałek 8 września w Sali Konferencyjnej Biblioteki Miejskiej w Cieszynie odbyło się spotkanie autorskie z Jonaszem Milewskim, poświęcone jego książce „Dobra Pani w złym świecie”. Zebranych, a sala wypełniła się po brzegi, przywitała Joanna Wucka-Biały.

Autor od początku jasno określił charakter swojej publikacji o hrabinie Gabrieli von Thun und Hohenstein. – To nie jest książka naukowa, to nie jest książka historyczna, to są fakty, ale są w sposób prozatorski przedstawione – powiedział, dodając, że przywoływane wydarzenia i postacie osadza w opowieści inspirowanej źródłami i relacjami.

Milewski wielokrotnie akcentował wrażliwość hrabiny na potrzeby ludzi. – To była osoba, która starała się dostrzegać potrzeby zwykłych ludzi i odpowiadać na nie. Niosła pomoc, często w sytuacjach, gdy inni odwracali wzrok – powiedział. Jak podkreślał, nie ograniczała się do zbiórek czy wsparcia instytucji, ale reagowała także na problemy okolicznych mieszkańców.

Jak podkreślał, hrabina potrafiła podejść także do ludzi, których określał jako „moczymordy”. Nie dawała im pieniędzy, tylko proponowała zajęcie, na przykład wygrabienie podjazdu przed pałacem. – Grofka przychodziła osobiście, pukała i mówiła: „Józefie, Franku albo Antku, przyszlibyście mi wygrabić podjazd a ja wam za to zapłacę”. I w ten sposób człowiek nie dostawał jałmużny, tylko mógł sam zapracować – relacjonował autor. Zaznaczył przy tym, że część tych ludzi piła, bo nie radziła sobie emocjonalnie. – To, że my się śmiejemy, mówimy moczymorda i tak dalej, to wcale nie oznacza, że on nie cierpi. To są często mężczyźni z depresją, którzy sobie nie dają rady, a to, że to działo się sto lat temu, nie znaczy, że depresji nie było. Tylko się o niej nie mówiło. Tak więc człowiekowi dała godność, że on mógł sam zapracować na swoją rodzinę. Bo w hucie go nie przyjmą, na kopalni go nie przyjmą, w różnych miejscach po sąsiedzku go nie przyjmą, bo go znają, bo nie jest człowiekiem, który jest kompetentny. A wygrabić od czasu do czasu podjazd grofce pod pałacem da radę. I zachowuje godność. I pewnie część z tych pieniędzy przepije, ale może dzięki temu, że ktoś go docenił, to może przyjdzie mu do głowy że część tych pieniędzy może dać żonie, może dać coś, co zapewni lepszą codzienność dzieciom. I w ten sposób to działało – wyjaśniał.

Autor zbeletryzowanej biografii hrabiny wrócił także do najszerzej znanego aspektu jej działalności społecznej, czyli wsparcia cieszyńskiego szpitala i troski o dzieci. – Lekarze podkreślali, że nawet jeśli operacja się udała, to wspólne sale z dorosłymi zostawiały w dzieciach lęk i ślad na lata. Gabriela to widziała i reagowała – mówił. Jednocześnie przypomniał, że jej gesty nie były „na pokaz”: – Wyciągnęła z kieszeni 125 tysięcy koron austriackich. To była naprawdę olbrzymia suma jak na tamte czasy – podkreślił, zaznaczając, że był to wybór „wbrew wygodzie, za to w zgodzie z hierarchią wartości”.

Milewski przywołał również epizody świadczące o osobistym zaangażowaniu hrabiny w czasie wielkich prób. – Wiemy, że pracowała ciężko jako sanitariuszka, mierząc się z potem, z krwią, z zapachami, z krzykiem – powiedział, opisując codzienność w Szpitalu Śląskim podczas wojny i pomoc, jakiej udzielała ludziom w skrajnych sytuacjach.

Po wojnie hrabina znalazła się w dramatycznej sytuacji. Została wyrzucona z pałacu, straciła majątek, pamiątki rodzinne i dach nad głową. Mogła wyjechać do Austrii, gdzie miała rodzinę i znajomych, ale nie zdecydowała się na ten krok. Wybrała Cieszyn, bo całe życie była związana z tym miastem i z ludźmi, którym pomagała. „Chcę być przy swoich” – tak tłumaczyła swoją decyzję. Dzięki życzliwości mieszkańców, w szczególności rodziny Dalskich, znalazła schronienie, najpierw w szpitalu, później w mieszkaniu przy dzisiejszej ulicy 3 Maja. To wsparcie pozwoliło jej przeżyć ostatnie lata życia w godnych warunkach, mimo że oficjalne władze postrzegały ją tylko przez pryzmat „arystokratki” i „Niemki”.

Na koniec autor wrócił do tytułowej puenty swojej książki. – To była naprawdę „dobra pani w złym świecie” – podsumował Jonasz Milewski.

Zobacz fotoreportaż Piotra Góreckiego

źródło: ox.pl
dodał:

Komentarze

0
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze internautów. Wpisy niezgodne z regulaminem będą usuwane.
Dodając komentarz, akceptujesz postanowienia regulaminu.
Zobacz regulamin
Musisz się zalogować, aby móc wystawiać komentarze.
Nie masz konta? Zarejestruj się i sprawdź, co możesz zyskać.
To również może Ciebie zainteresować:
Ostatnio dodane artykuły: