Ma być tłusto! O czwartku i kreplikach
Zanim sięgniemy po słodką kulistą bombę kaloryczną warto zacząć od… mózgu. Dlaczego tak trudno odmówić sobie pączka? Odpowiedź tkwi właśnie tam.
Mózg nas nagradza za pączka
Ochota na pączka nie jest słabością charakteru. To efekt mechanizmów, które powstały tysiące lat temu – w czasach, gdy problemem był głód, a nie nadmiar kalorii. Nasze mózgi kształtowały się w świecie niedostatku. Wysokokaloryczne jedzenie było wtedy rzadkie i cenne. Dlatego ewolucja „wyposażyła” nas w system, który premiuje sięganie po takie produkty. Tym systemem jest tzw. układ nagrody.
Kiedy sięgamy po coś kalorycznego – na przykład pączka – w mózgu uruchamia się mechanizm chemicznej nagrody. Układ nagrody wysyła sygnały do płatów przedczołowych, czyli obszaru związanego ze świadomością i poczuciem „ja”. W tym momencie uwalnia się dopamina – neuroprzekaźnik odpowiedzialny za poczucie przyjemności, sprawczości i satysfakcji. Czujemy się dobrze. Jeśli impuls przebiega także przez tzw. jądra półleżące, wydzielają się endogenne opioidy – substancje działające podobnie do opiatów. To one dodatkowo wzmacniają przyjemność.
Efekt? Mózg zapamiętuje: „Zrobiłeś coś korzystnego. Powtórz to”. W przeszłości było to przystosowawczo korzystne. Dziś – w świecie, gdzie słodycze są dostępne na wyciągnięcie ręki – ten sam mechanizm może prowadzić do nadmiaru.
Krepliki ze… słoniną. Słodkie zawdzięczamy… Arabom
Nic dziwnego, że takie jedzenie pojawiało się w okresie, kiedy kończyła się żywność – na przednówku. Początkowo pączki były mięsne i jako takie - w swojej pierwotnej, wytrawnej formie (smażone ciasto chlebowe ze słoniną), znane były już w starożytnym Rzymie, gdzie celebrowano nim przesilenie zimowo-wiosenne. Słodki pączek jest najprawdopodobniej zapożyczeniem z kuchni arabskiej. W Polsce pojawiły się w XII-XIII wieku, ale na słodką wersję trzeba było czekać do XVI wieku, a kulisty kształt zyskały dopiero w XVIII wieku, kiedy zaczęto używać drożdzy.
Tłusty czwartek – dzień „zabijaczki”
Jak podaje Małgorzata Kiereś w książce „Doroczna obrzędowość w społecznościach zróżnicowanych religijnie na pograniczu polsko-czesko-słowackim : opis etnograficzny” smażenie kreplików było elementem „babskiego” święta:
„Na Słowacji ostatki bywały też najczęściej czasem zabijania świń. Poprzedzał je zawsze tućny śtvyrtok. Tłusty czwartek znany jest i z pogranicza polsko-czeskiego. Jedynym zwyczajem tego babskiego święta jest smażenie kreplików tj. pączków, których nadzienie na terenie beskidzkich wsi stanowią powidła. Ważnym elementem zarabianego na pączki ciasta jest spirytus, który wylewany do ciasta ma im nadać puszystości do dobrego smaku”
Tradycyjne pączki – zgodnie z dawnym zwyczajem – smażono w głębokim tłuszczu, najczęściej na smalcu. Tłusty czwartek był (i w pewnym sensie nadal jest) dniem symbolicznego przyzwolenia na obfite, kaloryczne jedzenie bez wyrzutów sumienia.
Dziś zwyczaj ten łączy się przede wszystkim z kalendarzem liturgicznym. To ostatni moment przed Wielkim Postem – okresem, w którym tradycja chrześcijańska zachęca do ograniczania przyjemności i większej wstrzemięźliwości. Póki więc można - warto dać się ponieść dopaminowej fali...
NG
Komentarze
Dodając komentarz, akceptujesz postanowienia regulaminu.
Nie masz konta? Zarejestruj się i sprawdź, co możesz zyskać.
33