Zaloguj się
Jesteś nowy na OX.PL?
Zaloguj się
Jesteś nowy na OX.PL?

I dzień świąt - dawniej dzielono się daniami z trzodą

Pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia to czas beztroski i świątecznego dogadzania – zwłaszcza pod kątem kulinarnym. Tego dnia zgodnie z tradycją na Śląsku Cieszyńskim dawni mieszkańcy mogli pospać nieco dłużej, gdyż pasterka była traktowana jako msza z okazji pierwszego dnia świąt.

Boże Narodzenie zgodnie z tradycją miało charakter rodzinny. Był to dzień błogostanu i beztroski. Czas spokoju i odpoczynku od obowiązków nie dotyczył jednak gospodyń, które musiały tradycyjnie ugościć zebranych – w tym dniu gospodyni podawała na śniadanie brytfanne z pieczonymi jelitami – kaszanki, krupnioki, gorącą kiełbasę z bułką lub chlebem oraz babkę z mlekiem i kołocz (z makiem, twarogiem i posypką). Po śniadaniu gospodarz mógł zebrać resztki ze stołu wigilijnego i zanieść je trzodzie bądź ptactwu domowemu, a resztę rozsypywał w sadzie pod drzewami owocowymi, by te hojnie zaowocowały – czytamy w jaworzańskiej publikacji, mającej utrwalić dziedzictwo kulturowe Śląska Cieszyńskiego.

Był to swojego rodzaju odpowiednik dzisiejszej tradycji, która nakazuje dać zwierzakom kawałek wigilijnego opłatka, dzięki czemu te mają przemówić ludzkim głosem. Dawniej tradycje i określone obrzędy miały zapewnić urodzaj i dostatek, a także uchronić trzodę przed chorobami.

 

źródło: ox.pl
dodał: JŚ

Komentarze

2
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze internautów. Wpisy niezgodne z regulaminem będą usuwane.
Dodając komentarz, akceptujesz postanowienia regulaminu.
Zobacz regulamin
2020-12-25 18:40:08
Iwan: Było tak szło się na jutrznie a jak przyszło się do chałpy to kaszoki pachnące czekały w trąbie upieczone palce lizać. A kolędnicy już kolędowali szli od chałpy do chałpy z betlemkiem były w nim figurki i podświeltali go baterką zeby dziecka przez zaśnieżone szybki okien mogły co uwidzieć. Była wigilia były opłatki białe a jeden był zawsze kolorowy i po wieczerzy gazda szoł do chlewa dać go swoim zwierzętom. Nigdy nie rozsypywano resztek jedzenio po ogrodzie. Na śniodani były kołocze, a były to lata pięćdziesiąte. Szło się do kościoła na pasterkę i w każdy dzień świąt nie było do pomyślenia żeby pominąć msze zwłaszcza w Boże Narodzenie a w pierwsze święto nie wolno było do nikogo iść jak mieszkały w domu dwie rodziny to nawet dziecku nie wolno było tej rodziny odwiedzić tak bardzo świętowano Boże Narodzenie.
2020-12-26 12:14:49
św. Patryk.: lata pięćdziesiąte.... Było tak: do drzwi ktoś zapukał, Gospodyni podeszła, otworzyła – to sąsiad, szepnął jej coś na ucho, wyszli razem do sieni. Po chwili Gospodyni wróciła ze sztanglą kiełbasy szynkowej – sąsiad pracował w rzeźni w Cieszynie, to stamtąd przyniósł wyniesiony ukradkiem w nogawicy spodni należny mu jego zdaniem deputat. Nie ukradł – wyniósł, tak jak inni jego koledzy, z każdego innego miejsca pracy, wynosił każdy co kto mógł. Gospodarz już świątecznie wstawiony uśmiechnął się, złapał butelkę z bimbrem i musztardówkę, wyszedł poczęstować gościa. Nie było go dobre pół godziny, zza drzwi słychać było coraz głośniejsze oracje, wrócił dobrze podchmielony. Może dotrwa do pasterki i dołączy o północy do chóru równie jak on przydżumionych kantorów w kościele. Tam zapach przetrawionego alkoholu i potu zmiesza się po równo z kadzidlanym dymem. Dzieci nie zwracały na tę powszechną codzienność uwagi, zgromadzone przy stole mozolnie wycinały z kolorowego papiery paseczki i lepiły je w długie łańcuchy. Na choince w blaszanych klipsach czekały już na zapałkę małe świeczuszki, kolorowe, ozdobne. Do tego wata udająca śnieżek, włosy anielskie, orzechy opatulone w sreberka z czekolady, cukrowe sople zawinięte w staniol, kilka bombek, obowiązkowo szpic na szczycie drzewka. Po wojnie wielu obywateli ochoczo garnęło się do pomocy ludowej Władzy, zapisywało do Partii i ORMO, swą wiedzą o znajomych i sąsiadach ochoczo dzieliło się z funkcjonariuszami MO i Bezpieki. Struchlały kler oparcia szukał w owczarni, także owieczki w kościołach szukały ucieczki od koszmarów wojny koszmarów i udręk powojennej rzeczywistości. Wielu księży poszło na współpracę z Władzą, która zdołała odkryć tajemnice ich potajemnych związków czy pedofilskich skłonności. Konfesjonały jak najczulsze radary wykrywały interesujące Władzę fakty i nastroje, księża byli doskonałym materiałem na agentów. Mrok, zaduch, wódka, smrodliwy dym najtańszych papierosów, odgłosy kosmicznego gulgotania niezmordowanych zagłuszaczy Radia Wolna Europa na krótkich falach radia. Bóg się rodzi, moc truchleje, karpie smażą się w oleju.
Musisz się zalogować, aby móc wystawiać komentarze.
Nie masz konta? Zarejestruj się i sprawdź, co możesz zyskać.
To również może Ciebie zainteresować:
Ostatnio dodane artykuły: