Elekcyjni królowie Polski w pigułce i z humorem
Już sam jego tytuł - Osobowości i osobliwości na tronie elekcyjnym Polski zapowiadał, że nie będzie to zbiór podręcznikowych cytatów, a zbiór ciekawostek na temat postaci, które rządziły naszym krajem. Czasu mając niewiele prelegentka każdego z panujących nam (nie)miłościwie charakteryzowała krótko, lecz niezwykle barwnie, obrazowo i humorystycznie często też „wywlekając” z życiorysów władców wątki, które niekoniecznie nadają się do przedstawiania na lekcjach historii w gimnazjum, w którym dr Ewelina Szuster uczy na co dzień.
I tak opowiedziała, jak to do Polski z Francji przybył pierwszy król elekcyjny, a gdy szlachta go ujrzała uświadomiła sobie, że wybór był totalna pomyłką. Czas pokazał, że nie tylko dziwny, jakbyśmy dziś określili, transseksualny wygląd i styl ubierania się nowego władcy raził, ale także jego sposób sprawowania władzy, a w zasadzie jej niesprawowanie. Równie szybko i sam król odkrył, że jego przyjazd do kraju, w którym nie smakowało mu miejscowe jadło i piwo był pomyłką i począł myśleć o powrocie do swej ojczyzny.
Kolejny władca okazał się niewiele lepszym zarządcą naszego kraju. Zygmunt III Waza nie tylko przeniósł stolicę do Warszawy(najprawdopodobniej decyzję w tej sprawie przyśpieszył fakt, że niechcący spalił pół Wawelu), ale także rozpropagował w naszym kraju piłkę nożną. Jego cechą charakterystyczną było to, iż nigdy się nie uśmiechał. W przeciwieństwie do poprzednich królów elekcyjnych, którzy nie tylko nie potrafili mówić po polsku, ale jawnie przyznawali, że uczyć języka się nie zamierzają, Zygmunt III Waza mówił świetnie po polsku i w kilku innych językach, ale z polską szlachtą dogadać się nie umiał. Kolejną jego cechą charakterystyczną był tak gorliwy katolicyzm, że co dzień chodził na mszę.
Władysław IV Waza był synem Zygmunta III. Był bardzo oczytany i miał niesamowitą wiedzę o świecie. Był katolikiem, ale nie fanatykiem.
Jan Kazimierz, jego przyrodni brat, karierę zaczynał we włoskim klasztorze jezuickim. Został nawet kardynałem. Jednak po śmierci brata postanowił wrócić do polski i został królem. Zrzucił habit, ożenił się z wdową po bracie. Szlachta go nie lubiła. Był fanatykiem religijnym, pielgrzymował, modlił się, chodził na msze, codziennie się spowiadał. Odpowiadał także za wypędzenie z Polski Arian. Sumiennie pilnował spraw polityki. Potrafił 38 godzin przesiedzieć na sali obrad sejmu nie wychodząc z niej ani na sekundę w obawie przed zastosowaniem w tym czasie prawa liberum veto.
Kolejnym wybrańcem był Michał Korybut Wiśniowiecki. Syn typowego sarmaty szlacheckiego. Był typowym sarmatom. Zjeść lubił konkretnie. Mówi się, że z obżarstwa pękł mu żołądek. Znał co najmniej osiem języków obcych, ale w żadnym nie miał nic ciekawego do powiedzenia. Miał na głowie jedną starość – żeby go przypadkiem szlachta nie zdetronizowała. Miał opinię nieudacznika politycznego, a także impotenta. Wprawdzie żona starała się opinii tej zaradzić przez pewien czas upychając pod suknią coraz to większe poduszki, a później podając informację, iż poroniła, jednak oszustwo się wydało.
Jan III Sobieski był miłośnikiem przyrody. Uwielbiał sadzić drzewa. Gdzie był, tam sadził. Bardzo religijny. To on powiedział: przybyłem, zobaczyłem, Bóg zwyciężył. Znany też z ogromnej miłości do swej żony Marii Kazimiery, do której pisał romantyczne listy. Prócz wielu posadzonych na terenie królestwa drzew zostawił po sobie także spuściznę w postaci… co najmniej trzydziestu naszkicowanych pozycji seksualnych. Znany też z ciętego języka. Kiedy jednak umarła Maria Kazimiera, król stał się nie do zniesienia.
Czasy saskie to dwukrotnie wybierany August III Mocny i również dwukrotnie wybierany Stanisław Leszczyński. Pierwszy przydomek mocny zyskał nie bez przyczyny. Mówiono, że miał tyle siły w rękach, że potrafił zgiąć podkowę. Nie tylko zresztą w rękach był mocny. Miał ponoć 360 nieślubnych dzieci, a przez jego łoże przewinął się tłum kobiet – księżniczek, aktorek, praczek – która tylko była chętna. Najmniej był za to ze wszystkich polskich królów elekcyjnych wykształcony. Szczycił się za to tym, że całą swą wiedzę ma nie z książek, a z prawdziwego życia, z podróży. Ledwie umiał pisać i czytać. Szlachtę zaskarbił sobie obietnicą, że przejdzie z protestantyzmu na katolicyzm, bo to były akurat czasy kontrreformacji. Miał swojego idola politycznego – Ludwika. Starał się do francuza we wszystkim upodobnić, gestykulacją, stylem mówienia, strojem. Był strasznym hulaką, pijakiem, lubił dobrze zjeść. Zmarł, nazywając rzeczy po imieniu, z przepicia.
Stanisław Leszczyński natomiast był Polakiem z krwi i kości. Dożył 90 roku życia. Był rozumny i wolny od namiętności. Cechowała go bardzo wysoka kultura osobista. Uwielbiał Francję, spopularyzował tam polską kulturę i sztukę. Miał niebywałe poczucie humoru. Nawet w momencie śmierci. Spłonął żywcem. Siedział przy kominku przykryty kocem i przysnął. Z kominka wyskoczyła iskra i się zapalił. Kiedy do pokoju wbiegła służąca po usłyszeniu krzyku byłego króla na ratunek było już za późno. A on powiedział do niej coś w tym stylu, że pod koniec jego życia coś między nimi zaiskrzyło i wyzionął ducha.
Przedostatni król elekcyjny, August III Sas wybitnie nienawidził Polski i Polaków. Częściej przebywał w Dreźnie, niż w Warszawie. Cechowało go także niebywałe obżarstwo i opilstwo. Jego hobby było polowanie. Uprawiał go jednak, z racji niewyobrażalnej tuszy, w dość specyficzny sposób… Siedział sobie mianowicie na krześle przed dworem, pomocnicy przynosili mu zwierzęta, do których, siedząc na krześle, z małej odległości strzelał. Zmarł z przejedzenia, prawdopodobnie pękł mu żołądek.
Ostatni król, Stanisław August Poniatowski był młody, wykształcony, interesował się sztuką. Najbardziej jednak zasłynął z romansu z carycą Katarzyną.
I tak oto dowcipnie przedstawiła słuchaczom CUTW wyrywkowe życiorysy polskich królów elekcyjnych prelegentka ostatniego wykładu plenarnego.
(indi)
Komentarze
Dodając komentarz, akceptujesz postanowienia regulaminu.
Nie masz konta? Zarejestruj się i sprawdź, co możesz zyskać.
